Masindi w Ugandzie (oprócz niego istniał jeszcze tam ośrodek w Koji) było drugim co do wielkości polskim osiedlem uchodźczym w Afryce z bogatą siecią szkół powszechnych i średnich, tak ogólnokształcących, jak i zawodowych (jak np. gimnazjum kupieckie), i z dużym sierocińcem. Stało się ono jednym  z najważniejszych ośrodków polskości
w Afryce. Jego układ zaprojektował polski inżynier Jerzy Skolimowski, który został pierwszym kierownikiem osiedla. Mieściło się w nim 3 tysiące uchodźców. Składało się ono z kilku tzw. wiosek, każda ze swoim placykiem, do którego zbiegały się uliczki zabudowane prostokątnymi domkami. Przy placykach znajdowały się kuchnie, wodociągi, umywalnie, ubikacje i zazwyczaj jakiś obiekt użyteczności publicznej większej rangi, jak szkoła, sklepik, świetlica…
W tej ostatniej – a w zasadzie w kilku na terenie całego osiedla – ogniskowało się życie kulturalne, które obok edukacji stanowiło jedną z najważniejszych dziedzin codziennej egzystencji Polaków. Tam organizowano wystąpienia, uroczystości, przedstawienia teatralne, tam słuchano radia. Na terenie osiedla dużą popularnością cieszyło się także harcerstwo, oprócz niego funkcjonowały organizacje katolickie – również znajdujące sporo osób chętnych do aktywnego w nich działania.

Niewiele mniejsze od Masindi było inne ugandyjskie osiedle dla uchodźców w miejscowości Koja. Przebywało tam prawie 3 tysiące osób. Znajdowało się ono w bezpośredniej bliskości równika, na brzegu jeziora Wiktorii. Mimo dużej liczby mieszkańców, w tym także młodzieży, nie miało początkowo żadnej szkoły średniej, oczywiście z braku kwalifikowanych nauczycieli. Młodzież zatem uczyła się w Masindi lub bezczynnie czekała na otwarcie jakiejś szkoły średniej. Późno założone szkoły średnie trwały zatem krótko. Były to tylko gimnazjum i liceum ogólnokształcące oraz gimnazjum krawieckie. Nie objęły one całej młodzieży osiedla. Część jej pozostała  przez cały czas istnienia osiedla poza szkołą średnią. Podobnie jak w Masindi, osiedle w Koja składało się z kilku tzw. wiosek. Drogi do nich rozdzielał wybudowany przez Polaków na wzgórzu kościół. W wioskach nie brakowało sklepów, świetlic, czy innych obiektów użyteczności publicznej. Istniało tu też harcerstwo, które wypełniało zajęcia pozalekcyjne dzieci i młodzieży. Podobnie jak w innych tego typu ośrodkach uchodźczych, zwłaszcza dla Polaków ewakuowanych ze Związku Sowieckiego, gdzie doświadczali różnych dramatów i podupadali na zdrowiu, ważnym aspektem życia – również
ze względu na sam pobyt w Afryce – była opieka lekarska. Zapewniali ją doktorzy dojeżdżający do polskich osiedli
na swego rodzaju wizytacje. Tym niemniej polscy uchodźcy potrafili znakomicie znosić klimat Czarnego Lądu
i rozwijać życie społeczne w osiedlach ugandyjskich.

Źródło: http://kresy-siberia.org/afryka/

UGANDA

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now